Nasze dzieci w tropikach - wyjazd do Tropical Islands w Berlinie!

 

 

Po weekendzie pod tytułem Ksawery, czyt. huragan, śnieżyca itp., postanowiliśmy ruszyć w tropiki. Dlatego we wtorek do walizek spakowaliśmy sandałki, kąpielówki i kółka do pływania, a w środę rano wyjechaliśmy na Tropikalną Wyspę do Berlina. Z ogromną radością i podekscytowaniem zajęliśmy miejsca w autokarze i ruszyliśmy w drogę. Po około ośmiu godzinach, pysznym obiedzie i niezauważeniu nawet w którym miejscu przekroczyliśmy granicę, znaleźliśmy się przed ogromną halą Tropical Island.

 

Ma ona 360 metrów długości, 210 metrów szerokości i 107 metrów wysokości. Statua Wolności mogłaby się w niej zmieścić na stojąco, a Wieża Eiffla na leżąco.

Po przestąpieniu progu zrobiło się nam … gorąco. W oczekiwaniu na przyznanie magicznych chipów, dzięki którym mogliśmy wejść do pokojów i skorzystać z różnych atrakcji, zdążyliśmy zdjąć czapki, szaliki, kurtki i ciepłe swetry. Niewątpliwie dało się odczuć zmianę temperatury z około 0 na 26.

 

        

 

     

 

Gdy już wjechaliśmy na piętro naszego bungalowu i rozlokowaliśmy się po pokojach które okazały się bardzo ekskluzywne, przyjemne i klimatyczne, zmieniliśmy zimowe buty na sandały i udaliśmy się na kolację.

Siedząc w restauracji Palm Beach nad Morzem Północnym zajadaliśmy frytki z kotlecikiem polanym sosem grzybowym i popijaliśmy colą. Po prostu wakacje na całego.

Od tego momentu każdy mógł spędzać czas na wyspie w sposób, na jaki miał ochotę. Dlatego część wycieczki udała się do pokojów, inni zwiedzali wyspę a jeszcze inni ubrali stroje kąpielowe i udali się na baseny.

Drugi dzień pobytu na Tropical Islands rozpoczął się oczywiście śniadaniem- w tajskim domu Jabarimba. Jajecznica, kiełbaska, boczek, bułeczka, dżem, nutella, serek, szyneczka, warzywa, płatki z mlekiem, a może owoce z jogurtem albo od razu sok albo kawa i do tego ciastko? Ależ proszę, można się częstować. No więc częstowaliśmy się i około godziny 11 ruszyliśmy do wody. Część grupy poszła nad Morze Północne, natomiast zdecydowana większość udała się na magiczną Lagunę Bali. Miejsce to otoczone skałami, palmami, balijskimi chatami i „małpią skałą” z wodospadem, wprowadziła nas w atmosferę prawdziwej dżungli. Wyposażyliśmy się we wcześniej nadmuchane kółka i inne wodne sprzęty i weszliśmy do basenu. Tyle radości i uśmiechów dawno nikt z nas nie widział. Wózki zostały na brzegu i tym samym rozpoczęło się wodne szaleństwo. Mimo przeszkadzających i zupełnie niepotrzebnych schodów daliśmy radę zjechać z podziemnych ślizgawek i relaksować się w jaccuzi.

Kolejną porcję energii zdobyliśmy podczas obiadu i znowu ruszyliśmy do wody. Część osób mimo, jak już wspomniałam, przeszkód w postaci schodów, a także strachu, skorzystała z najwyższej wieżowej zjeżdżalni wodnej w Niemczech. Wieża o wysokości 27 metrów okazała się frajdą i dla małych i dużych, dla dzieci, rodziców i opiekunów. Cztery różne ślizgawki od łagodnej ze specjalnymi oponami do zjeżdżania, po dużo dłuższe i bardziej kręte, pozwoliły przełamać strach i inne bariery.

Pod wieczór większość z nas opadła z sił, ale szkoda było czasu na odpoczynek i leżenie. Zwiedziliśmy więc Tropikalny Las, pochodziliśmy po wiosce, sklepach i innych zakątkach które można było zobaczyć na wyspie. Później zjedliśmy kolację, której obowiązkowo towarzyszył kubeczek coli. Następnie udaliśmy się do teatru na wieczorne show. Na scenie Wayang wystąpili artyści z grupy „Akoya- Perły tropików”. Był to fascynujący pokaz o podwodnym świecie pełnym barw i dźwięków. Ze wstrzymanym oddechem oglądaliśmy popisy akrobatów. Pełni niezapomnianych emocji i radości rozeszliśmy się do swoich apartamentów.

 

        

 

W piątek rano znowu czekało na nas pyszne śniadanie, po którym niestety trzeba już było się pakować i powoli żegnać Tropikalną Wyspę. Niektórzy jeszcze przed śniadaniem skorzystali z kąpieli w „morzu”.

Znowu trzeba było założyć ciepłe buty, kurtki, czapki i szaliki.

Około godziny 20.00 dotarliśmy do Sierakowic i rozjechaliśmy się do swoich domów. Tym samym zakończyła się tropikalna wycieczka i czas wrócić do życia w trochę niższych temperaturach, ale z gorącymi wspomnieniami i przeżyciami.

 

Aneta Kotlenga

 

Z przyjemnością prezentujemy filmową pamiątkę z wyprawy: